Prof. Wacław Lipiński był przedwojennym historykiem, badaczem polskiego czynu zbrojnego podczas I wojny światowej i dyrektorem Instytutu Badania Najnowszej Historii Polski im. Józefa Piłsudskiego. Był też żołnierzem - legionistą, uczestnikiem wojny 1920 r., kampanii wrześniowej, wojennej i powojennej konspiracji. Swoje przeżycia ze służby w Legionach opisał w przypomnianym właśnie przez wydawnictwo LTW dzienniku zatytułowanym "Szlakiem I Brygady".
Do Legionów młody Lipiński wstąpił w październiku 1914 r. razem z grupą kolegów-skautów z rodzinnej Łodzi. Trafił do 5. Pułku Piechoty I Brygady Legionów. Przeszedł z nim cały szlak bojowy. Walczył pod Łowczówkiem, Konarami, Kostiuchnówką, uczestniczył w kryzysie przysięgowym 1917 r. Podobnie jak wielu innych legionistów-inteligentów prowadził dziennik, w którym zapisywał wydarzenia, nastroje i przemyślenia. Dziennik ten ukazał się po raz pierwszy w 1927 r., a później miał jeszcze dwa wydania (w 1928 i 1935 r.). Jak pisze biograf Lipińskiego dr Marek Gałęzowski, jest to jedna z najbardziej wartościowych legionowych relacji.
W dzienniku Lipiński opisywał codzienne zdarzenia: przemarsze, postoje, zajmowanie stanowisk, walki, patrole, rozmowy z kolegami, kontakty z przełożonymi. Zdecydowanie więcej niż bohaterskich walk z Rosjanami (choć tych też nie brakuje) jest tu fragmentów dotyczących codzienności żołnierskiej: przemarszów z miejsca na miejsce, oczekiwania na wejście do walki, powrotów na kwatery, poszukiwania tychże, kłopotów z aprowizacją. Taka była rzeczywistość służby legionowej (zresztą nie tylko legionowej) i znajdziemy to także we wspomnieniach czy dziennikach innych legionistów.
Oczywiście są też opisy walk, z krwawą bitwą pod Kostiuchniówką na czele, która dla wielu legionistów stała się potężną traumą. Widać to u Lipińskiego, który nie może się otrząsnąć z tych dramatycznych przeżyć - rosyjskiej nawały ogniowej, zmasowanego ataku, rozbicia 5. Pułku, śmierci wielu kolegów. Widać to było - może nawet w jeszcze większym stopniu - w omawianych kiedyś na naszych łamach wspomnieniach Romana Starzyńskiego, który pod Kostiuchniówką został ranny i doznał wstrząsu nerwowego. Dla legionistów szokiem była sytuacja, w której musieli się cofać, a nawet wręcz uciekać przed znienawidzonymi Mochami, których dotychczas to oni bez litości gonili.
Ciekawe jest też to, że młody Lipiński i jego łódzcy koledzy-skauci świetnie odnaleźli się w ciężkiej przecież służbie wojskowej. Skautowa grupa wyróżniała się ideowością, zaangażowaniem i umiejętnościami. Sam Lipiński (osiemnastolatek w okularach) był rwącym się do walki, wybijającym żołnierzem i częstym ochotnikiem na patrole. Niebawem też awansował na podoficera. To on podczas odwrotu spod Kostiuchnówki zatroszczył się z kilkoma żołnierzami o rannego w zasadzce dowódcę pułku płk. Berbeckiego, za co później odznaczono go krzyżem Virtuti Militari. Należał też do najbardziej ideowych piłsudczyków. Jego wiara w Komendanta była niezachwiana, a podczas kryzysu przysięgowego odznaczał się radykalizmem i niechęcią do jakichkolwiek kompromisów z zaborcami. Taką bezkompromisowość Lipiński utrzymał do końca życia. Podczas okupacji nie poszedł na współpracę z Niemcami, choć ci proponowali mu ją, a po wojnie pozostał niezłomny wobec komunistów. W 1949 r. został zamordowany w więzieniu we Wronkach.
Wacław Lipiński, "Szlakiem I Brygady. Dziennik żołnierski", LTW, Łomianki 2014.
Paweł Stachnik

